Mieszkanie

Nasze pierwsze, wymarzone mieszkanie na poddaszu kamienicy urządzaliśmy z Markiem ponad trzy lata. Cieszyliśmy się własnym kątem tylko pół roku. Pożar, spowodowany przez sąsiadów, zabrał nam wszystko. To był dla mnie znak - włożyliśmy w to mieszkanie całe życie i w jednej chwili zostaliśmy bez niczego. Postanowiliśmy sprzedać zupełnie spalone poddasze. Kupcem okazała się rodzina bardzo do nas podobna - z trzyletnim synkiem Maćkiem, czarnym kotem i planami rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Po kilku latach, kiedy nasz chłopczyk poszedł do szkoły, na pierwszym zebraniu spotkałam rodziców Maciusia. Okazało się, że nasi chłopcy chodzą do jednej klasy! Umówiliśmy się na spotkanie w naszym starym mieszkaniu, ciekawi, jak teraz wygląda. Na miejscu po prostu zdębieliśmy. W łazience identyczne, jak nasze, kafle. Kolory w pokoju dokładnie takie, jak kiedyś u nas. W pokoju dziecięcym również prawie bez zmian - motywy morskie i szablony z rybkami na ścianach - dokładnie jak w pokoju naszego Szymka. W sypialni mieli reprodukcję „Metamorfozy Narcyza" mojego kochanego Salvadora Dali! Zapytałam znajomych, skąd pomysł na taką aranżację, spojrzeli na siebie i powiedzieli: „Tak po prostu sobie to wymyśliliśmy". Byłam przybita po tym spotkaniu - przecież oni żyją jakby w naszym mieszkaniu! A potem miałam straszne wyrzuty sumienia, że przez chwilę byłam o to zazdrosna - kilka tygodni po naszej wizycie kolejny pożar zniszczył dokumentnie poddasze, a znajomi stracili wszystko. . . Zastanawiam się, czy nie odwiedzić kolejnych właścicieli poddasza i nie ostrzec ich przed niebezpieczeństwem. Tylko czy poważnie potraktują kogoś z ulicy, mówiącego im, na jaki kolor nie mają malować mieszkania i jakich przedmiotów nie kupować? LILIANNA Z. Artykuł pochodzi z Wróżki