Wypożyczalnia facetów

Obecnie problem braku partnera na Sylwestra mnie nie dotyczy, ale zagadnienie znam od podszewki. I twierdzę, że o takim partnerze trzeba pomyśleć zawczasu. Bo tak jak buty warto rozchodzić, zanim się w nich pójdzie w tango - żeby nie piły, tak należy też sprawdzić, czy chłop nie pije, zanim się z nim pójdzie na bal. Zatem kiedyś już wczesną jesienią zaproponowałam znajomym paniom: - Zapiszmy się do partii wraz, póki czas! Albo kupmy wędki! - Jakiej niby partii?! - wytrzeszczyła oczy Magda. - Obojętne, pierwszej z brzegu. Aneta nadal nie pojmowała. - Ale po co?!... - Bo w każdej partii politycznej i kółku wędkarskim jest liczebna przewaga członków płci męskiej. Statystycznie rosną szanse! - podałam sedno na tacy. Koleżanki jednak zgodnie pomysł wyśmiały, a ja straciłam odwagę. I tak znów groziła mi samotna sylwestrowa balanga na Białej Sali w Kwiatki, albowiem mam pościel w kwiatki. Krótko przed Sylwestrem znalazłam za wycieraczką ulotkę: Wypożyczalnia Facetów „Męskie Ramię" Spółka z o.o. Zdesperowana postanowiłam ten przybytek odwiedzić. - Polecam model familijny, w promocji. Trzy grupy wiekowe, pięć wagowych - trajkotała hostessa. - Trwały i solidny: można nawet rzucić, a on to przeżyje. Ma też GPS! Da się go zaprogramować, żeby nawiązywał kontakt o ustalonym czasie i podawał aktualną pozycję! - A ten gość na wystawie?! - zapytałam, bo kino odstręcza od modelu familijnego: nudy na pudy i fartuszki w kratkę... Hostessa wyjaśniła z nabożeństwem: - To Roderyk Wspaniały. Luksus! Cztery języki obce, doktorat z marketingu! Zarezerwowany na rok z góry. Taki gość pałęta się po wypożyczalniach?! Ani chybi karany lub promiskuita! - dałam sobie na spocznij. Inny pożądany model - Janko Ryzykant nie był na moją kieszeń. W końcu, zrezygnowana, złożyłam zamówienie na typ rodzinny. Bo i tak nie było wyboru, do wzięcia pozostał tylko numer katalogowy 12.574. Pokwitowałam odbiór pilota. - Gratis go przestroję na efekt czytania w pani myślach - oświadczył technik. - Ale czy będzie czytał tylko w moich myślach? Nie odbierze cudzych fal?! - Jest zabezpieczenie. A komendę, która uruchomi zagłuszanie, ma pani w instrukcji obsługi - podał mi tom grubości encyklopedii. W domu rozpakowałam paczkę. I powody stuprocentowej wierności wypożyczonego partnera stały się oczywiste. Numer katalogowy 12.574 był nieśmiały, ryżawy, łysawy. Brzuch mu się wypuczał nad paskiem, a pierś zaklęsła pod małą niechlujną bródką. W butonierkę miał wpięty identyfikator: „Jestem Anatol, rozwodnik nie z własnej winy. Zarabiam 3 tysiące netto. Sam piorę skarpetki. Lubię dzieci i piwo, ale piję niedużo. Niestety, nie odstawiam brudnych talerzy do zlewu". Przestępował z nogi na nogę w przedpokoju. - Dali mi frak, żebym ci nie przyniósł wstydu - powiedział wreszcie niskim, przyjemnym głosem.... I nagle włączyła mu się karta biomedyczna: - Czy wiesz, że jesteś urocza?! Frak był wyszarzały i za ciasny. Ale numer katalogowy 12.574 i naprawdę miał klasę. Nie wygłosił uwagi krytycznej, gdy pod Łowiczem odkryłam, że zapomniałam szpilek. Zawrócił bez słowa do Warszawy... A gdy dotarliśmy na miejsce, tylko łypnął okiem, gdy Marzena już w progu kazała mi zdjąć szpilki, żeby nie podziurawiły podłogi. Dżentelmen! Z imprezą było coś nie tak. Mężczyźni ostro pili pod oknem, podczas gdy kobiety - też we własnym gronie - więdły wokół bufetu. - Skąd masz Anatola?! - warknęła Magda. Skosztowałam rukoli. -Nie śmiejcie się. Z wypożyczalni sprzętu imprezowego. Magda, Anka, Misia, Ewa i jej córka Zuzia wzruszyły ramionami. - Wszystkie mamy swoich z firmy „Męskie Ramię" Spółka z o. o.! - Ale nam się trafiły fatalne egzemplarze... - zakwiliła Miśka, ściskając pilota. - A ty masz tam chyba jakieś chody! - To przestarzały model: nie rozpycha się łokciami, nie gania o świcie na basen, pracuje w bibliotece... - zaprotestowałam. - Już takich nie produkują. A czyj jest tamten z doktoratem z marketingu?... - dyskretnie wskazałam na Roderyka Wspaniałego, znajomego z wystawy. - To „model dla wymagających klientek" - wkurzyła się Magda, która, jak się okazało, musiała sobie kupić kieckę od Donny Karan... Gdyż Roderyk okazał się wymagający. - Model samouczący się. Ale umie tylko kręcić kluczykami do maybacha! Wycelowała w Roderyka pilota i przeprowadziła test. - Weźmy funkcję... „opowiadanie dowcipów"... - nacisnęła guzik. Roderykowi nagle dziko zaświeciły się oczy... - Wiecie, jak Rumunki zachodzą w ciążę?! - zarechotał obleśnie, zakręcił kluczami od maybacha, ale zanim nas ugodził koszarową pointą - Magda w panice nacisnęła „stop". - Teoretycznie ma 6 poziomów. Ale działa mu tylko jedynka - poziom neandertalski - i dwójka: poziom denny... Marzena, seksowna pięćdziesięciolatka, wycelowała pilota w siwego Hermeneusza. - „Nowoczesny partner w wieku emerytalnym"! Ale się zacina i w kółko ględzi o osteoporozie - wycedziła. A Hermeneusz o buzi sklerotycznego aniołka westchnął. - Mam tak kruche kości, że doktor zabronił mi golfa. Pamiętam, raz się potknąłem przy drugim dołku... Osiemnastoletnia Zuzia szepnęła, że do ekscytującego Conana Zdobywcy trzeba mieć ze trzy paczki bateryjek na zapas. - Cholernie prądożerny. Wciąż się goli, depiluje albo masuje. - A co ja mam z Godfrydem?! - miauknęła Ewa. - Technik coś pokiełbasił i działają wyłącznie te kanały, które mieli zablokować! W kółko „polewa" i „ma żywiołowy wstręt do seksu"! Ewa na oślep nacisnęła guzik, żeby mi pokazać... I promień jej pilota trafił w Conana Zdobywcę. Który się wtedy chyba całkiem zepsuł, ponieważ zaczął podrywać Godfryda. Ten bez namysłu zaprezentował żywiołowy wstręt do seksu. Ale, jak przystało na nieudacznika, nie trafił piąchą w Conana, lecz w Hermeneusza. Hermeneusz zaś poleciał na ścianę i wtedy popękały mu żebra. - Moja kaucja... - jęknęła ze zgrozą Marzena. Niestety, nie wiem, jak zachował się mój Anatol, gdyż ziemski glob właśnie doturlał się do północy. Za ścianą gruchnęło, rozszalały się zegary, fajerwerki i szampany!... Wróciłam do rzeczywistości. Na Białej Sali w Kwiatki. Z pilotem wymierzonym w pustą ścianę w rękach. Bez zdziwienia odkryłam, że spazmatycznie naciskam guziki. Było oczywiste, że tuż przed bójką po cichutku wyciągnęłam z torebki pilota i włączyłam Anatolowi zagłuszanie cudzych fal. Tak na wszelki wypadek. Bo powiedzmy sobie szczerze: każda była gotowa mi go odbić, chociaż był niemodny, łysawy i ledwo się mieścił we frak. Musiałam coś zrobić, żeby pozostał przy mnie przez kolejny rok. Bo fantazja - fantazją. Ale życie - życiem. A z doświadczeń pokoleń wynika, iż nieważne, z kim kobieta wychodzi na balangę. Istotne, z kim nad ranem z tej balangi wraca.
IWONA L. KONIECZNA
Artykuł pochodzi z Wróżki